poniedziałek, 7 grudnia 2015

Magiczne Święta



Jeśli chcesz poczuć już magię Świąt zapraszamy na nasz Rynek, do Krakowa...

Co ten grudzień ma w sobie, że wszyscy warjują i robią to nawet jak nie ma śniegu.
Święta to przecież raptem 3 dni, ale to co przed nimi to istne szaleństwo.

Plusem mieszkania w wielkim i pięknym mieście jest to, że jeśli chcesz zrobić super zdjęcia na bloga wystarczy wybrać się do centrum.

Jeśli natomiast wcześniej chcesz poczytać, jak to w tym roku wydoroślałam, to zapraszam do krótkiej lektury...








Pamiętam jako dziecko wyczekiwanie na Mikołaja. Pamiętam pytania w podstawówce, czy ten brodaty siwy gość naprawdę istnieje. Pamiętam mojego Tatę nie zdarnie podrzucającego mi prezent na poduszkę. Pamiętam też Mamę, zawsze miała jakoś nie porównywalnie mniejszą paczkę od Mikołaja, zawsze jednak była bardzo zadowolona, a największą radość sprawiało jej sprawdzanie co dostaliśmy.

Jakoś tak się składało, że ten Mikołaj co roku przychodził do mnie niespodziewanie. I nie mówię, że w tym roku to się zmieniło, chociaż właściwie zmieniło się i to diametralnie, za sprawą tej naszej Kochanej Krewetki.

Pamiętam jak na obozie treningowym, lata temu - moja przyjaciółka Magda potwierdzi tę opowieść, co bym to nie była goło słowna - nasz trener, rzekła bym nawet trener wszystkich trenerów - tu już kto ma wiedzieć ten wie o co chodzi ;) urządzając nam przy jedzeniową pogadankę, uświadamiał nas co to jest dorosłość, że nie staniemy się dorośli jak skończymy 18 lat, a dopiero wtedy jak zamieszkamy sami, jak zostawimy rodziców i zaczniemy żyć na własny rachunek. Ale tak naprawdę nasza dorosłość rozpocznie się wraz z narodzeniem naszego dziecka, bo będąc odpowiedzialnym za czyjeś życie, tak naprawdę stajemy się dorośli...







W tym roku po raz pierwszy pakując świąteczne prezenty, poczułam to na własnej skórze. Moją dorosłość, która przyniósł mi w darze ten mały człowiek.

I nie mówię tu o tym, że pakowanie jego prezentów zajęło mi trochę czasu, nie mówię że mója paczka, jak i lata temu paczka mojej mamy była śmiesznie mała, nie wielka, no wprost tycia. Nie mówię, że z całego tego Mikołajowek szaleństwa wyczekiwałam porannej miny Krewetki na widok prezentów. Nie wspomnę też, że miałam wielką radochę i cieszyłam się jak głupia, patrząc na jego reakcje z wypakowywania tych wszystkich podarków.












Chodzi mi o to, że kładąc go do spania wieczór wcześniej, opowiadając mu o Mikołaju, zdałam sobie sprawę że właśnie teraz, moje dzieciństwo zamieniłam na macierzyństwo. Przytulając go czułam jaki szybko i mocno bije mu serduszko, jak jest podekscytowany i jak stara się zasnąć wiedząc, że Mikołaj przychodzi we śnie.

To chyba w ostatnim czasie najpiękniejsze nasze chwile, nie zmiernie bliskie i magiczne.
Dla mnie właśnie to ta magia świąt, ta którą starasz się znaleść w bliskiej Ci osobie. W jej głosie, uśmiechu, dotyku.

To nie oglądanie wielkich choinek i olbrzymich baniek. To nie podziwianie przekolorowych świątecznych dekoracji. Ale to chwytanie wyjątkowych momentów z Twoimi bliskimi, takich które zapadają  na zawsze w Twoje serce.











Święta i cała ich kiczowato-jarmarczna otoczka, która kiedyś wyśmiewałam, krytykowałam, a teraz przyznaję, która po prostu mi się podoba - stwarzają nam możliwości.
Od nas tylko zależy jak je wykorzystamy, przeżyjemy i co tak naprawdę weźmiemy w głąb siebie.

To tak jak z treningiem ja Ci stwarzam możliwość, ale to tylko od Ciebie zależy jak go wykorzystasz i czym będzie dla Ciebie....






3 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcia i niezwykła pamiątka dla Ciebie i Hektorka :) Masz rację - dorosłymi nie staniemy się mając 18 lat a może i 30 a pewnie i 50 - do dorosłości w życiu trzeba dojrzeć. Piękne refleksje. Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To musi być cudowne uczucie odpowiadać za takiego małego człowieka :). Życzę ci wiecej takich magicznych chwil i mam nadzieje, że sama takie kiedyś przeżyje.

    OdpowiedzUsuń