poniedziałek, 4 stycznia 2016

O tym jak pożegnaliśmy się z mlekiem


 "Sama chwila pożegniania nie jest wbrew pozorom najgorsza. Najgorszy jest ten czas po niej, kiedy uświadamiasz sobie, że coś bezpowrotnie znika z Twojego życia..."


Po 2 latach karmienia piersią powiedziałam wreszcie dość.
Po krótce o mojej decyzji, motywacji i o tej naszej wyjątkowej mlecznej przygodzie, która miałą trwać tylko chwilę, a tak bardzo rozciągnęła się w czasie.



Pamiętam jak będąc w ciąży mówiłam, że nie obawiam się porodu ale karmienia, że jest to dość obrzydliwe i jak wogóle można dopuścić do tego, żeby ktoś ssał moją pierś, z której jeszcze leje się mleko.
Czas jednak dokonał szybkiej weryfykacji moich poglądów i oto stałam się zagożałym fanem tego naturalnego pojenia, żeby nie powiedzieć mleczną terorystką.

Nasze początki nie były trudne, fakt ból towarzyszył od samego startu, bo drogie Panie - Mamy to wiedzą, nasze sutki są bardzo delikatne i ciężko się przyzwyczaić, że coś je ciągnie i ssa w kółko. 
Pokarmu na szczęście nigdy mi nie brakowało. Już w szpitalu  Hektorek był jedynym dzieckiem nie dokarmianym butelką, i odrazu zaznaczę, że moje piersi zawsze był nie wielkie, nie mówiąc wprost -małe.







Wykarmiłam naszego syna tylko i wyłącznie moim mlekiem, nie dokarmiałam go żadną mleczną mieszanką, ani innymi spesyfikami. Jadł  mleko i resztę normalnego, dorosłego jedzenia które wprowadzaliśmy stopniowo do diety.

Chorował raz w życiu na zapalenie oskrzeli. Zdarzał się jakiś katar, ale Hektorek wtedy sam się leczył też mlekiem i po pół dnia był już zdrów.

Dzięki naturalnemu karmieniu nie musiałam wstawać w nocy, wybudzać się i podawać butelki. Dzięki niemu, bardzo się zżyliśmy ze sobą i stworzyliśmy więź która mam nadzieję połączyła nas do końca życia.

Minusem było napewno to, że Hektoś od urodzenia nie przespał żadnej nocy, budził się regularnie co 2-3 godziny domagając się mleczka. Jeśli chodzi o dietę przez pierwsze pół roku jadłam mądrze, później jadłam wszystko co mi pasowoało i Krewetka też była z tego zadowolona. Nie piłam, nie paliłam, ale wcale mi to nie przeszkadzało.


Dlaczego stwierdziłam, że to już koniec?? Motywacją dla mnie była moja przyjaciółka, która walecznie podjęłą się zadania odstawienia swojego synka. Pomyślałam kurcze jak nie teraz do kiedy?? Będę go karmić do 4 lat??

Jak postanowiłam tak zrobiłam, chociaż nie mogłam sobie tego wyobraźić. Bo przecież Krewetka jest od mleka uzależniony i wszelkie próby odstawienia kończyły się zawsze narkotycznym głodem.

Ale do rzeczy. Udało mi się to i całą akcję przeprowadziłam bez jakiejkolwiek pomocy, no może jedne osoby -  Hektorka.
Mimo wielu obaw, doszłam do wniosku że to nie on ma być gotowy ale ja, że tak naprawdę nie robię tego już dla niego, ale dla siebie.
Bałam się, że gdy to się skończy nie będzie już ze mną tak blisko, przestanie mnie Kochać, nie będę mu już potrzebna.
Jakim zaskoczeniem było dla mnie gdy po pierwszych dwóch nocach bez mleka Krewetka zaczęła sama przychodzić się do mnie przytulać. Okazywać mi tak dużo uczucia i ciepła, że oszalałąm z radości.
Bez problemu przesypia całą noc, dzięki czemu rodzice mają wreszcie czas dla siebie. Nie jest zły, agresywny, jest szczęśliwym i zadowolonym dwulatkiem, który nagle nabrał wilczego apetytu.
Cieszę się, że się nam udało przejść przez to bezboleśnie, bo to mój własny sukces.

Na podsumowanie powiem Wam, że jedno wiem napewno, nigdy nie zrobię sobie sztucznych piersi.
Haa, otóż po 3 dniach mój biust urósł o jakieś 3 rozmiary, czułam się jakbym pod skórą miała cieżkie kamienie. Ból straszny - podziwiam Panie które na własne życzenie wciskają sobie tam silikony, bo operacji muszą wyć z bólu. Ja nie mogłam się nawet dotknąć, wcisnąć w rzaden stanik, no pytam się jak żyć??

Teraz moje piersi wróciły do siebie, a nawet chyba za siebie bo mój obecny rozmiar to hmmm zero???

Jeśli pytacie czy załuję, nigdy absolutnie. Moje mleko to najlepsze co mogłam dać naszemu synkowi, a w końcu umówmy się jesteśmy ssakami i piersi słuszą właśnie to wykarmienia naszego potomstwa, także sory Panowie, c'est la vie!!!




Jeśli zapytacie mnie o rady. Karmcie swoje pociechy jak długo tego potrzebują i jak długo Wy tego chcecie. Nie rezygnujcie by po 3 miesiącach wreszcie napić się browara, pokarm można odciągnąć, a jeżeli go masz to szanuj, inne Mamy nie mają tyle szczęścia.
Jeśli karmienia sprawia Ci ból i stresuje, odpuść. Twoje nie szczęście na pewno nie uszczęśliwi Twojego dziecka.
Kieruj się instyktem, rób tak jak czujesz, bo to jak czy i wogóle karmisz jest Twoją i tylko i wyłącznie Twoją decyzją.

Ja miałąm to szczęście, że mimo wielkich stresów, ciągłych treningów, małych piersi, miałam wielkie ilości pokarmu i karmiąć tą na początku mała, a później coraz większą Krewetkę, byłam po prostu mega szczęśliwa, czego i Wam życzę!!!!


3 komentarze:

  1. Gratuluję decyzji i tego, że przez 2 lata dałaś synkowi co najlepsze "od natury" - nikt i nic Wam tego nie odbierze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam! Pięknie napisane...a do tego jakie podbudowujące..mój Kokosik w lutym skończy 2 latka i cyc to dla niego dopalacz, kiedy ssie jest jak w transie. Uwielbiam patrzeć z jaką miłością i czułością bawi się sutkami. Karmienie jest piękne...choć wiem, że też już pora odstawić Młodego. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta wiedza zdecydowanie się przyda w przyszłości :). Kurczę te macierzyństwo to chyba jakiś ciężki kawałek chleba ;)

    OdpowiedzUsuń